Jestem sobie przedszkolaczek, Nie grymaszę i nie płaczę, Na bębenku marsza gram, Ram tam tam, (…)

Jestem sobie przedszkolaczek,
Nie grymaszę i nie płaczę,
Na bębenku marsza gram,
Ram tam tam, ram tam tam. Leży ono na samym brzegu Oceanu Indyjskiego. Owszem, można.

Kochał się król, kochał się paź, kochali się w królewnie.
. W białym przybrzeżnym piasku leżały sękate korale, i piękne muszle. Ewunia też się zakrzątnęła — odszukała maleńki plecak, włożyła doń lalkę Majkę, stare wełniane pończochy z dziurami na piętach i rękawice z jednym palcem.
Króla zjadł pies, pazia zjadł kot, królewnę myszka zjadła. Brzmiał łagodnie, jakby wietrzyk szemrał w liściach drzew. Wiosną zakopała w ziemian pestkę, a teraz okrągły kwiat niby małe słoneczko jaśniał wysoko nad głową dziewczynki. Lecz potem na okrętach z białymi żaglami przybyli tu źli ludzie.
Babcia Ewuni umiała rysować. Ugodzeni nimi ludzie padali na ziemię bez życia i więcej już nie powstawali.
— A czy twoja umie włazić na drzewa? — nie dawał za wygraną Michaś. Czy widzisz, jak wrósł w mój pień? Czy słyszysz, jak tęsknie pobrzękuje na wietrze jego zwisający koniec? Tym łańcuchem nieszczęsnych niewolników przykuwano do moich stóp.
— Jesteś już duża, pójdź i oddaj babci! Ale uważaj, żebyś go nie zgubiła — powiedziała. «Bwago mojo» — to znaczy: «Tu zostawiam swe serce» — tymi słowami wśród mroków żegnali się z ojczyzną. Ewunia z Michasiem słuchali i nic nie rozumieli. Wieczorami zapędzano nieszczęśników do ciasnych komórek pod pokładem, gdzie skuci ciężkimi łańcuchami, siedząc w kucki, tuląc się do siebie, spędzali noc.
— Przyjaciele przysłali mi zaproszenie — powiedziała babcia — do kraju żyraf i słoni.
Jednak nie wszyscy biali byli źli.
— Z miłą chęcią, będę doglądała twoje kanarki, karmiła rybki, podlewała kaktusy, ale mieć jeszcze drugiego dragona w domu? — dziękuję pięknie, starczy mi jednego — odrzekła babcia Michasia.
Ewunia posłyszała głos wujka Ndogo i otworzyła oczy. Rozpaczliwie tłumiła płacz i łykała łzy. Ale dość tych smutnych opowieści. — Gdy wrócim wszystko wam dokładnie opowiemy i narysujemy. Jeszcze takiej nie było w naszym kraju.
— Czas do domu — rzekł wujek Ndogo i włączył silnik samochodu.

No Comments

Był sobie król, był sobie paź i była też królewna. Mamy tu zabawek wiele, Razem bawić si (…)

Był sobie król, był sobie paź i była też królewna.

Mamy tu zabawek wiele,
Razem bawić się weselej,
Bo kolegów dobrych mam,
Ram tam tam, ram tam tam.
Pogoda była cudowna. Gdy babcia potrzebowała czegoś w sklepie, mówiła:
— Pobiegnij Ewuniu, jesteś już dużą dziewczynką.
I ona też kochała ich, kochali się wzajemnie. Niektóre były tak wielkie i ciężkie, że Ewunia ledwie mogła je udźwignąć, inne okrągłe, lśniące, jednak najładniejsza ze wszystkich była pstra muszla o sześciu rogach.
— Nic z tego — rzekł stanowczo tatuś.

Lecz żeby ci nie było żal dziecino ukochana,
Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana,
Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana. — Już pięćset lat witam wschodzące słońce, wynurzające się z Oceanu Indyjskiego. Nade wszystko w świecie pragnęła Ewunia szybciej dorosnąć. Zbudowali fortecę otoczoną grubym murem. Gdy wychodziła na podwórze z blokiem w ręku, natychmiast zbiegały się dzieci i prosiły, by im coś narysowała. Tanimi paciorkami, lusterkami i napojem, który najmocniejszego mężczyznę przemieniał w słabowitego głupca, oszukiwali miejscowych wodzów, a ich poddanych brali w niewolę. — Albo prowadzić trolejbus?
— Ależ twoja też nie umie. Nieprzytomni od razów i bólu, głodu i pragnienia tulili się do mnie.
Babcia otrzymywała listy z wielu krajów z całego świata, lecz takiego ładnego znaczka nie było jeszcze na żadnym z nich — dwie żyrafy wyciągające długie szyje wprost do nieba, a w głębi pokryty śniegiem szczyt górski. Od tamtych czasów tak właśnie nazwano to miasto: Bogomoje. Babcia mruczała pod nosem okropnie długo. Zaledwie jeden z dziesięciu zdołał znieść głód i pragnienie, kołysanie okrętu i zaduch, pozostali umierali w drodze do dalekiej Ameryki.
— Musisz jechać — zadecydowała Ewunia. Wielki podróżnik i przyjaciel Murzynów Dawid Livingstone w ciągu całego swego życia walczył o zniesienie niewolnictwa.
Dragon — to słowo nie mogło znaczyć nic dobrego. Nad głową cicho szumiał baobab.
Babcia popatrzyła na wnuczkę i twarz jej rozjaśnił dobrotliwy uśmiech:
— Co ma być, to będzie, pojedziemy obie do kraju słoni i żyraf. Teraz w Bogomoje jak i w całej Tanzanii nastało nowe życie..
Słońce zachodziło za palmowym gajem..

No Comments
allegro ssie Oh Yeah! Apteka internetowa organizacja imprez firmowych karkówka